10 października 2026 roku Wełtawa ponownie wypełniła się kajakami, kanadyjkami, SUP-ami, pramicami i raftami. Wszystko za sprawą 24. edycji Krumlovský Vodácký Maraton – jednego z największych i najbardziej rozpoznawalnych maratonów rzecznych w Czechach. Jak co roku na trasie nie brakowało sportowych emocji, jesiennej pogody i niezwykłej scenerii Czeskiego Krumlowa. Tym razem jednak rzeka przygotowała dla uczestników dodatkowe wyzwanie.
Maraton, który ma już ponad 20 lat
Historia Krumlovskiego Maratonu rozpoczęła się w 2003 roku. Inspiracją dla organizatorów był słynny maraton kajakowy rozgrywany w kanionie Ardèche we Francji. Pierwsza czeska edycja wyglądała jednak zupełnie inaczej niż dzisiejsza – na starcie stanęło zaledwie 86 łodzi, a zawodników przywitało –9°C i śnieg.
Od tego czasu impreza urosła do rangi dużego międzynarodowego wydarzenia. Na Wełtawie spotykają się zarówno doświadczeni zawodnicy, jak i amatorzy, dla których liczy się przede wszystkim możliwość zmierzenia się z rzeką, własną kondycją i niepowtarzalną trasą prowadzącą do Czeskiego Krumlowa.
Tegoroczna, 24. edycja zgromadziła 760 łodzi. Początkowo na liście startowej znajdowało się ich aż 855, jednak wyjątkowo niski przepływ Wełtawy sprawił, że część załóg – przede wszystkim korzystających z delikatniejszych łodzi wyczynowych – zrezygnowała ze startu.
W 2026 roku rzeka zmieniła zasady gry
Krumlovský Maraton ma swój dobrze znany schemat. Kajaki i kanadyjki pokonują zwykle około 36 km z Vyššího Brodu, natomiast rafty, SUP-y, pramice i większe kanadyjki ruszają z Rožmberka nad Vltavou na trasę liczącą około 25 km. W tym roku trzeba było jednak zmienić plany.
Powód był bardzo prosty – mało wody w Wełtawie.
Organizatorzy przenieśli więc start kajaków i kanadyjek z Vyššího Brodu do Rožmberka nad Vltavou. Z kolei rafty, SUP-y, pramice oraz łodzie C5–C9 rozpoczynały rywalizację jeszcze niżej, w Nahořanach przy kempingu U Fíka. Zamiast tradycyjnego jednoczesnego startu dużej grupy zawodnicy ruszali indywidualnie w wyznaczonym przedziale czasowym.
Niski stan wody miał wpływ również na dobór sprzętu. Organizatorzy odradzali w tym roku start dużymi C9, sugerując zamiast nich bardziej odpowiednie do panujących warunków plastikowe C2.
To właśnie dlatego maraton rzeczny nigdy nie wygląda dwa razy tak samo. Można znać trasę, przygotować sprzęt i mieć za sobą wiele kilometrów treningów, ale ostatecznie swoje warunki zawsze stawia rzeka.
760 łodzi i kilkadziesiąt kategorii
Pomimo trudniejszych warunków frekwencja pozostała imponująca. W tegorocznym maratonie rozegrano 28 kategorii głównych oraz 7 młodzieżowych. Po raz pierwszy pojawiła się również kategoria Raft Open.
Na Wełtawie można było zobaczyć praktycznie cały przekrój współczesnego kajakarstwa i sportów wiosłowych – od jedno- i dwuosobowych kajaków oraz kanadyjek, przez SUP-y, aż po kilkuosobowe pramice i rafty.
Osobną częścią wydarzenia był 11-kilometrowy maraton młodzieżowy, którego trasa prowadziła z kempingu Na Pískárně do Czeskiego Krumlowa. Młodzi uczestnicy mieli po drodze sześć jazów, które można było również pokonywać poprzez przeniesienie łodzi.
Jazy, jesienna Wełtawa i meta w Czeskim Krumlowie
Krumlovský Vodácký Maraton nie byłby tym samym wydarzeniem bez jazów. To właśnie one nadają trasie charakteru i potrafią szybko zweryfikować zarówno technikę, jak i współpracę w załodze. Do tego dochodzą kilometry wiosłowania, nurt Wełtawy i obowiązkowy odcinek przy kempingu Na Pískárně.
A na końcu czeka Český Krumlov.
Ostatnie kilometry prowadzą przez niezwykłą scenerię miasta wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Meta wszystkich kategorii znajduje się przy ogrodzie browarnianym. Po wysiłku, wodzie i kolejnych jazach wpłynięcie do historycznego centrum ma swój szczególny klimat – niezależnie od miejsca zajętego w klasyfikacji.
Pogoda także przypomniała, że to już październik. Podczas tegorocznego maratonu temperatura wynosiła około 13°C, a zawodnikom towarzyszył lekki deszcz. Czyli właściwie całkiem odpowiednia aura na jesienne ściganie po Wełtawie.
Kaja-Sobieski na Krumlovskim Maratonie 2026
Z północnego Mazowsza do Krumlova wyjechały dwa busy z kajakami – jeden z Kaja-Sobieski, drugi z Kajaki Dylewski. W sumie 14 osób, a przed nami ponad 800 km drogi w jedną stronę.
Nasze ekipy składały się zarówno z doświadczonych kajakarzy z przeszłością sportową, jak i osób początkujących, ale już odpowiednio opływanych na lokalnych rzekach. Podstawowa znajomość technik kajakarskich była tu niezbędna.
W Krumlovie spotkaliśmy zaprzyjaźnioną ekipę z Grodziska Mazowieckiego. Dzień przed maratonem popłynęliśmy razem treningowo od Papuziej Skały do Kempingu Krumlov – około 8 km, żeby poczuć i przypomnieć sobie charakter Wełtawy. Nie obyło się przy tym bez kilku kabin, czyli kajakowych wywrotek.
Dzień maratonu był pochmurny, momentami padał deszcz, ale nawet brak pomiaru czasu nie przeszkodził nam podjąć własnej, wewnętrznej rywalizacji. Było trochę ścigania, sporo adrenaliny i jeszcze więcej dobrej zabawy.
Atmosfera rywalizacji, przygoda, eksploracja Krumlova i spotkania z ludźmi, którzy podobnie jak my żyją wodniacką pasją – to wszystko zostaje w głowie na długo. My już planujemy kolejny maraton.
A jeśli są wśród Was kajakarze, którzy chcieliby przeżyć podobną przygodę, zapraszamy. Zapewniamy transport sprzętu, pomagamy w logistyce i dzielimy się doświadczeniem zdobytym podczas kolejnych startów.
Nie tylko ściganie
Krumlovský Maraton trudno traktować wyłącznie jako zawody z pomiarem czasu. Oczywiście są wyniki, kategorie, szybkie łodzie i zawodnicy, dla których każda sekunda ma znaczenie. Ale obok sportowej rywalizacji jest też coś, co od lat buduje charakter tej imprezy – spotkanie ludzi, którzy po prostu lubią być na wodzie.
W jednym miejscu pojawiają się zawodnicy o bardzo różnym doświadczeniu, załogi kilkuosobowe, kajakarze płynący solo, miłośnicy SUP-ów oraz młodzież rozpoczynająca swoją przygodę z takimi zawodami. A wszystko kończy się w Czeskim Krumlowie, gdzie po zejściu z wody można już spokojnie zamienić wiosło na coś ciepłego do jedzenia i porozmawiać o tym, co wydarzyło się na trasie.
Bo po takim maratonie tematów do rozmowy raczej nie brakuje.
Do zobaczenia nad Wełtawą!
Każda edycja Krumlovskiego Maratonu jest trochę inna. Rok temu można było zapamiętać inne warunki, inne tempo i inne przygody. W 2026 roku głównym bohaterem – obok samych uczestników – zdecydowanie był niski stan Wełtawy, który zmusił organizatorów do zmian i sprawił, że dobrze znany maraton pokazał nowe oblicze.
I chyba właśnie dlatego chce się tu wracać. Jesienna Wełtawa, jazy, setki łodzi i meta w Czeskim Krumlowie tworzą połączenie, którego trudno szukać na zwykłym spływie.
Do następnego Krumlovskiego Maratonu!























